
Gdzieś pomiędzy suchymi zboczami południowej Teneryfy kryje się miejsce zupełnie niepasujące do stereotypowego krajobrazu wyspy. Barranco del Infierno to skalny porośnięty bujną zielenią wąwóz ze stromymi ścianami i jedynym naturalnym wodospadem na wyspie. Choć nazwa oznacza „Piekielny Wąwóz” to spacer tym szlakiem to raczej bardzo przyjemna przygoda niż wyprawa przez ogień i siarkę. My byliśmy tam już dwa razy - zapraszamy 😉

Szlak Barranco del Infierno - czyli Piekielny Wąwóz zaczyna się niepozornie w Adeje, ale bardzo szybko robi się ciekawie. Ścieżka poprowadziła nas wysoko nad doliną, momentami przyklejona do skał, z widokami na ocean i suche zbocza południowej Teneryfy. Co chwilę jednak robiliśmy przystanki na zdjęcie i na widok :) Po drodze mijaliśmy dawne tarasy uprawne wykute w skałach, pozostałości po czasach, kiedy życie w takich miejscach było codziennością. Teraz trudno sobie wyobrazić, jak wymagające musiało być funkcjonowanie w takim terenie. Im dalej zagłębialiśmy się w wąwóz, tym krajobraz bardziej się zmieniał. Pojawiło się więcej zieleni, wilgoć w powietrzu i roślinność, która przypomina, że woda w tym miejscu zawsze była najcenniejszym skarbem. Ale skąd się wzięła ta piekielna nazwa?Istnieje kilka legend... Jedna z nich mówi, że nazwa pochodzi od huku wody po intensywnych opadach, który odbijał się echem od skalnych ścian i przypominał grzmoty. Dla dawnych mieszkańców takie dźwięki mogły brzmieć naprawdę złowieszczo. Inna, nieco bardziej przyziemna pochodzi od panującej w wąwozie temperatury - latem w kanionie potrafi panować prawdziwy piec. Wysokie ściany ograniczają ruch powietrza, skały nagrzewają się od słońca i oddają ciepło jak wielki kaloryfer. Jeśli traficie tu w środku dnia, szybko zrozumiecie, że nazwa mogła powstać również z bardzo praktycznych powodów. Bo temperatura potrafi być tu naprawdę… piekielna. W grudniowym dniu nie groziły nam letnie upały, ale było ciepło, a na końcu szlaku czekała nagroda – niewielki wodospad. Nie spektakularny, nie ogromny, ale wyjątkowy, bo przecież to jedyny naturalny wodospad na Teneryfie... Szlak w obie strony ma 6,5km i trzeba na niego poświęcić około 3 godzin - trzeba też pamiętać, że konieczne jest rezerwacja wejścia, a liczba turystów jest kontrolowana i limitowana. Byliśmy tu pierwszy raz w 2001 roku podczas naszej pierwszej podróży na Teneryfę - wówczas bez biletów, bez limitów i bez rezerwacji. Ale kiedy wejdziesz między ściany kanionu, szybko okazuje się, że Barranco del Infierno wcale się nie zmieniło. Nadal robi dokładnie to, co powinno robić dobre miejsce w górach – sprawia, że zwalniasz ;) Teneryfa to nie tylko plaże i palmy - czasem najlepsze miejsca zaczynają się tam, gdzie kończy się asfalt.🔥🌿
A na koniec dnia, kiedy kurz ze szlaku już opadł, a nogi przypominały, że jednak było te kilka kilometrów, wsiedliśmy w autobus i pojechaliśmy do Los Gigantes. Spokojny port i ogromne klify majaczące gdzieś w tle. Tym razem nie popłynęliśmy na obserwację wielorybów, ale trafiliśmy do restauracji 'El Pescador' niedaleko portu. Świeże ryby, zimne napoje i bardzo miłe zaskoczenie – polskie menu i sympatyczna obsługa, z którą bez problemu można było porozmawiać po polsku :) I chyba właśnie za takie dni lubimy podróże najbardziej...






Tym razem także wybraliśmy się do LORO PARK - wrzucamy kilka fotek :)











Spodobał Ci się artykuł - nasza strona jest niekomercyjna i jak na razie jesteśmy jej jedynymi sponsorami ;) Ale możesz wesprzeć nas w prowadzeniu bloga stawiając symboliczną kawę i będzie miejsce na serwerze na kolejne fotki i teksty :) DZIĘKUJEMY!!!
















