
Wodospad Tamarin (nazywany także Seven Cascades) nie spada jednym strumieniem — on kaskadami przecina skały, rozlewa się szeroko i znika w zieleni, jakby był częścią dżungli... Żeby dotrzeć do wodospadu, trzeba zejść z utartych ścieżek, dosłownie - jest trekking, są śliskie kamienie i błoto. Woda uderza o kamienie z głuchym szumem, unosząc chłodną mgłę, która przynosi ulgę od tropikalnego upału. Ale na dole czeka chłodna tafla w której można popływać no i kaskady spadające z wysokości - odkrywasz Mauritius, którego nie widać z hotelowego leżaka ;)
Mauritius wielu osobom kojarzy się z białymi plażami, turkusową wodą i luksusowymi hotelami. My postanowiliśmy jednak odkryć jego dziką stronę — wyruszyliśmy w głąb wyspy, tam gdzie kończy się i asfalt i zasięg, a tropikalna dżungla przejmuje kontrolę. Celem naszej wyprawy był wodospad Tamarin, znany również jako Seven Cascades, ukryty w zielonej dolinie - jedno z najbardziej autentycznych i dzikich miejsc wyspy. Szlak w dolinie rzeki Tamarin zaczyna się tuż za miejscowością Henrietta, gdzie można zaparkować obok pół trzciny cukrowej (praktycznie tuż przy pinezce Google). Wygląda on niepozornie na mapie, ale w rzeczywistości potrafi zaskoczyć. Ścieżki znikają po deszczu, zejścia bywają strome i śliskie, dlatego zdecydowaliśmy się na trekking z lokalnym przewodnikiem, który pojawił się od razu gdy tylko zaparkowaliśmy. Bez przewodnika odnajdowanie drogi nie byłoby łatwe, a po drodze opowiadał o roślinach, historii miejsca i o tym, jak rzeka Tamarin zmienia się wraz z porami roku. Wędrówka zaczyna się spokojnie, niemal niepozornie - wzdłuż pola trzciny cukrowej, ale po wejściu w dżunglę z każdą minutą teren staje się coraz bardziej dziki. Gęsta roślinność zamknęła się nad głową, a powietrze zrobiło się wilgotne, a w tle było słychać coraz wyraźniejszy szum wody. Seven Cascades to nie jeden wodospad, lecz cały ciąg kaskad, z których każda ma swój charakter. Jedne spadają pionowo z dużej wysokości, inne szeroko rozlewają się po skałach, tworząc naturalne baseny ukryte w zielonej dolinie. Przechodząc kolejne kaskady trzeba było pokonać śliskie kamienie, błotniste ścieżki i strome zejścia w tropikalnym terenie, ale gdy po kolejnym zejściu otwierała się przestrzeń z widokiem na wodospad i naturalny basen u jego podnóża zawsze był czas na przerwę :) Można było tam popływać w chłodnej wodzie lub posiedzieć na skałach z nogami zanurzonymi w wodzie, które podskubują malutkie rybki :) Wodospad Tamarin, czyli Seven Cascades, pokazuje Mauritius w całkowicie innym świetle — to przygoda, wysiłek i bliskość z nieokiełznaną naturą wyspy.


Spodobał Ci się artykuł - nasza strona jest niekomercyjna i jak na razie jesteśmy jej jedynymi sponsorami ;) Ale możesz wesprzeć nas w prowadzeniu bloga stawiając symboliczną kawę i będzie miejsce na serwerze na kolejne fotki i teksty :) DZIĘKUJEMY!!!
















