
Plaże, klify, Rezerwat Beka, zamek Sobieskiego w Rzucewie i osada sprzed pięciu tysięcy lat. To tylko część atrakcji, które czekają na jednym z najpiękniejszych odcinków szlaku Velo Baltica. Po drodze odkryjemy również, skąd wzięła się nazwa zamku Sobieskiego, choć król nigdy tu nie mieszkał. Ta rowerowa wycieczka z Gdyni udowadnia, że jedne z najciekawszych tras wcale nie prowadzą daleko od domu.🚴🙂

Nie każda rowerowa wycieczka musi zaczynać się od wyjazdu samochodem. Tym razem wskakujemy na rowery i jedziemy na stację Gdańsk Główny, skąd SKM zabiera nas do Gdyni Chyloni. To wygodne rozwiązanie – nie trzeba martwić się o parking ani wracać tą samą trasą. Po niespełna godzinie jesteśmy na miejscu i możemy rozpocząć właściwą część naszej wyprawy. Kierunek? Zatoka Pucka. 🚴 Pierwsze kilometry prowadzą wygodnymi drogami rowerowymi przez północne dzielnice Gdyni. Z każdym obrotem pedałów miejskiej zabudowy jest coraz mniej, a jej miejsce zajmują rozległe łąki i pola. Trudno uwierzyć, że od tętniącego życiem centrum miasta dzieli nas zaledwie kilkanaście minut jazdy. Z każdym kilometrem coraz wyraźniej czuć bliskość morza. Jeszcze przed Mechelinkami warto zrobić krótki postój. Rower zostawiamy przy ścieżce i po niespełna stu metrach stajemy na skraju klifu, z którego rozciąga się jeden z najpiękniejszych widoków na tej części wybrzeża. Zaledwie kilka minut dalej kilkadziesiąt drewnianych schodów prowadzi na szeroką, piaszczystą plażę. Stąd doskonale widać spokojne wody Zatoki Puckiej, a na horyzoncie majaczy charakterystyczna sylwetka dawnej torpedowni. To jedno z tych miejsc, gdzie warto na chwilę zejść z roweru. Po krótkim postoju wracamy na ścieżkę i ruszamy dalej. Przejeżdżamy przez spokojne Mechelinki, które o tej porze dnia żyją własnym, wakacyjnym rytmem. Kilka minut później ostatnie zabudowania zostają za nami, a krajobraz ponownie się zmienia. Coraz więcej przestrzeni, coraz mniej domów, a przed nami otwierają się słone łąki i kanały Rezerwatu Beka. Przez środek rezerwatu prowadzi droga z betonowych płyt IOMB. Rowerzyści nie zawsze przepadają za ich charakterystycznymi otworami, ale tutaj naprawdę nie ma się gdzie spieszyć. Nazwa rezerwatu pochodzi od dawnej osady rybackiej Beka, która przez stulecia istniała w pobliżu ujścia Redy. Dziś nie ma po niej niemal śladu – morze, zmieniająca się linia brzegowa i historia sprawiły, że zniknęła z map, zyskując miano 'Kaszubskiej Atlantydy'. Według jednej z najczęściej przytaczanych interpretacji nazwa dawnej osady Beka wywodzi się od kaszubskiego słowa oznaczającego harpun do polowania na foki. Jak się wkrótce okaże, nie jest to przypadkowa zbieżność. Na moment zatrzymujemy się przy drewnianej wieży widokowej. To idealne miejsce, żeby złapać oddech, napić się wody i przez kilka minut nacieszyć oczy rozległymi słonymi łąkami, siecią kanałów i spokojnymi wodami Zatoki Puckiej. Trudno uwierzyć, że jeszcze kilkaset lat temu sięgało tu morze, a dziś znajduje się jedna z najważniejszych ostoi ptaków na polskim wybrzeżu. Beka to miejsce, w którym najbardziej odczuliśmy, że na tej wycieczce liczy się nie tempo, lecz krajobraz. Po krótkim odpoczynku lecimy dalej. Przed nami Rzucewo i miejsce, którego historia sięga pięciu tysięcy lat. W Osłoninie robimy jeszcze krótki postój przy plaży. Kilka łyków wody, mała przekąska i można ruszać dalej. Ostatni odcinek prowadzi piękną lipową aleją, która doprowadza nas wprost do Rzucewa. Po chwili zza zieleni wyłania się zamek Sobieskiego. To jednak nie tutaj zatrzymujemy się na dłużej. Mijamy go tylko z krótkim spojrzeniem, bo zaledwie kilkaset metrów dalej czeka miejsce, do którego przyjechaliśmy przede wszystkim – osada łowców fok. Na zwiedzanie zamku przyjdzie jeszcze czas w drodze powrotnej. Od zamku do osady łowców fok prowadzi przyjemna szutrowa droga wzdłuż brzegu Zatoki Puckiej. Jedzie się nią niespiesznie, co chwilę zerkając na spokojną taflę wody. Po kilku minutach docieramy do miejsca, w którym kończy się rowerowa wycieczka, a zaczyna podróż w czasie... Osada łowców fok w Rzucewie przenosi nas o około pięć tysięcy lat wstecz. To właśnie tutaj archeolodzy odkryli ślady jednej z najstarszych nadmorskich osad na terenie Polski. Od nazwy miejscowości wywodzi się nawet pojęcie kultury rzucewskiej. Jej mieszkańcy żyli z tego, co dawała zatoka – łowili ryby, zbierali dary natury i polowali na foki. Na pierwszy rzut oka osada wydaje się niewielka. W centrum stoi drewniana chata, w której urządzono niewielką ekspozycję poświęconą życiu dawnych mieszkańców tych terenów. Obok znajduje się piec garncarski oraz niewielka kapliczka, a nieco dalej, wśród drzew, ukryto rekonstrukcję chaty słupowej. Dopiero tutaj wraca do nas historia Rezerwatu Beka i kaszubskiego harpunu do polowania na foki. Jak się okazuje, nie była to jedynie językowa ciekawostka, lecz ślad po dawnym sposobie życia ludzi zamieszkujących te tereny. Spacerując po osadzie, trudno oprzeć się refleksji, że od pięciu tysięcy lat zmieniło się niemal wszystko, a spokojne wody Zatoki Puckiej wciąż pozostają niezmiennym elementem tego krajobrazu. Nie potrzeba wielkiego skansenu, żeby na chwilę przenieść się o pięć tysięcy lat wstecz. Wracamy tą samą szutrową drogą wzdłuż brzegu zatoki. Tym razem nie mijamy już zamku obojętnie. Zostawiamy rowery i ruszamy na krótki spacer po parku otaczającym jedną z najbardziej charakterystycznych budowli nad Zatoką Pucką. Choć zwyczajowo nazywany jest zamkiem Sobieskiego, w rzeczywistości bardziej przypomina neogotycki pałac niż średniowieczną warownię. Strzeliste wieżyczki, ceglane elewacje i położenie tuż nad wodą sprawiają jednak, że trudno przejechać obok niego obojętnie. Choć obecny zamek powstał blisko dwieście lat po śmierci Jana III Sobieskiego, związek króla z Rzucewem nie jest przypadkowy. W XVII wieku należący do niego majątek obejmował także te tereny, a miejscowa tradycja mówi o jego pobytach i polowaniach w okolicy. Dzisiejszy neogotycki pałac wzniesiono dopiero w XIX wieku dla rodu von Below, jednak nazwa 'zamek Sobieskiego' przetrwała do naszych czasów. Jeszcze jedno spojrzenie na zamek Sobieskiego i ruszamy w drogę powrotną. Mijamy te same miejsca, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że po całym dniu wyglądają już zupełnie inaczej. Może dlatego, że teraz znamy ich historię. Kilkadziesiąt kilometrów później ponownie wsiadamy do SKM w Gdyni Chyloni. Ta wycieczka po raz kolejny przypomniała nam, że nie trzeba wyjeżdżać daleko, żeby odkryć miejsca pełne przyrody, historii i pięknych widoków. Czasem wystarczy wsiąść na rower i... lecieć dalej. 🚴🙂




Spodobał Ci się artykuł - nasza strona jest niekomercyjna i jak na razie jesteśmy jej jedynymi sponsorami ;) Ale możesz wesprzeć nas w prowadzeniu bloga stawiając symboliczną kawę i będzie miejsce na serwerze na kolejne fotki i teksty :) DZIĘKUJEMY!!!
















