
Bieszczady mają w sobie coś, co trudno opisać — im dalej w góry, tym bardziej zwalnia czas... Tym razem ruszyliśmy spod parkingu poniżej Schroniska Pod Małą Rawką, żeby dojść na Krzemieniec 1221m n.p.m. - miejsce wyjątkowe, gdzie spotykają się granice trzech państw Polski, Słowacji i Ukrainy. Po drodze są połoniny, szerokie panoramy i ten niepowtarzalny bieszczadzki klimat 🌿, ale jest też historia — bo te góry przez lata były pograniczem pełnym zmian, wysiedleń i śladów po dawnym świecie, którego dziś trzeba trochę poszukać między lasami i graniami... ⛰️🥾 Zapraszamy!
Tym razem ruszyliśmy z płatnego parkingu poniżej Schroniska Pod Małą Rawką — jednego z najpopularniejszych punktów startowych w tej części Bieszczadów. Było lato, więc pojawiliśmy się wcześniej, bo miejsc potrafi szybko zabraknąć. Plecaki na plecy i od razu zielonym szlakiem zaczęliśmy zdobywać wysokość 🥾Pierwszy cel to Mała Rawka (1272 m n.p.m.) - schronisko zostawiliśmy bez przystanku po lewej stronie i na niespełna 3 kilometrach czekało nas około 340 metrów podejścia, więc nie był to spacer po płaskim. Początkowo szlak prowadził przez las, ale wraz z wysokością pojawiły się pierwsze panoramy i coraz więcej bieszczadzkiej przestrzeni :) Z Małej Rawki po krótkim odpoczynku przechodzimy żółtym szlakiem na Wielką Rawkę (1307 m n.p.m.) — najwyższy punkt całej wycieczki 🌿 To jeden z tych odcinków, gdzie trudno iść szybko, ponieważ po obu stronach otwierają się widoki, a łagodne, trawiaste grzbiety pokazują prawdziwe Bieszczady... Połonina Caryńska, Wetlińska i cel naszej wyprawy - Krzemieniec. Ale nie zawsze wyglądało tu tak dziko. Przed II wojną światową Bieszczady były znacznie bardziej zaludnione — mieszkali tu głównie Bojkowie, góralska grupa rusińska. Doliny były zagospodarowane: były domy, pola, łąki, cerkwie, drogi i wypas zwierząt 🐑. Okolice dzisiejszych szlaków pod Rawkami należały do świata, którego praktycznie już nie ma. To właśnie człowiek przez lata współtworzył krajobraz połonin i otwartych grzbietów. Po wojnie przyszły zmiany granic, wysiedlenia ludności (m.in. w ramach Akcji 'Wisła') i wiele miejsc całkowicie opustoszało. Przyroda zaczęła odzyskiwać teren — las wszedł tam, gdzie wcześniej były pola i pastwiska. Ale w Bieszczadach same połoniny i otwarte grzbiety Rawki nie są w pełni dzikim tworem natury — ich obecny charakter przez stulecia utrzymywał właśnie wypas owiec i działalność człowieka. Gdyby zostawić je całkowicie same sobie na bardzo długo, część otwartych przestrzeni zaczęłaby zarastać 🌿. Dzisiaj można tylko znaleźć ślady po dawnych bieszczadzkich wsiach, których dziś można doszukiwać się już tylko w starych sadach, fundamentach albo samotnych kapliczkach... Z Wielkiej Rawki zeszliśmy kawałek niebieskim szlakiem w kierunku Krzemieńca (1221 m n.p.m.), zwanego również Kremenarosem. To około 4 km marszu grzbietem z podejściem przez las. Ostatni fragment jest wyjątkowy — szlak prowadzi przecinką graniczną wzdłuż granicy z Ukrainą. Nie ma tu już szerokich panoram, za to jest klimat pogranicza... Na końcu docieramy na Krzemieniec — trójstyk granic Polski, Słowacji i Ukrainy To nie najwyższy szczyt w okolicy, ale zdecydowanie jedno z najbardziej symbolicznych miejsc w polskich Bieszczadach. Kilka kroków i zmienia się państwo — a jeszcze kilkadziesiąt lat temu spotykały się tutaj granice Polski, Czechosłowacji i ZSRR... A na szczycie Krzemieńca siedział sobie lis - kompletnie niewzruszony naszą obecnością, bardziej obserwował niż uciekał. Wyglądało to tak, jakby sprawdzał, kto właściwie wszedł na jego teren - a w razie czego może zbiec za granicę - miał w sobie coś bardzo „bieszczadzkiego” 🧡 No i zostało nam już tylko jedno — powrót dokładnie tą samą drogą. Z powrotem przez graniczną przecinkę, Wielką Rawkę i Małą Rawkę. Niby zna się już trasę, ale widoki w drugą stronę są zupełnie inne, a nogi (a szczególne kolana) przypominają, ile dziś było podejścia 😅 Łączny dystans wyniósł około 17 km w obie strony i około 700 metrów sumy podejść. A na sam koniec wiadomo — Schronisko Pod Małą Rawką i zasłużone piwo 🍺Bo po takim dniu smakuje dokładnie tak, jak powinno smakować zakończenie bieszczadzkiej wycieczki...




Spodobał Ci się artykuł - nasza strona jest niekomercyjna i jak na razie jesteśmy jej jedynymi sponsorami ;) Ale możesz wesprzeć nas w prowadzeniu bloga stawiając symboliczną kawę i będzie miejsce na serwerze na kolejne fotki i teksty :) DZIĘKUJEMY!!!
















