
Z Hubertem spotkaliśmy się wędrując po albańskich górskich bezdrożach Doliny Zagoria, a na zakończenie wyprawy dostałem w prezencie jego debiutancką książkę 'Carolus Victor'. Jednym tchem przeczytałem tą opowieść o Tatrach z przełomu XIX i XX wieku, wspinaczach połączonych braterstwem liny i niewątpliwym znaczeniu płci pięknej dla rozwoju taternictwa... Akcja w której prawda miesza się z fikcją, ze sporą dawką humoru a przy jest tym niemal jak kryminał :)
Tatry przełomu XIX i XX wieku. Ku wierzchołkowi niezdobytego Szpiczastego Szczytu zwrócone są oczy młodych adeptów wspinaczki, złączonych silniejszym niż kiedykolwiek wcześniej i później braterstwem Liny (nie da się przecenić wdzięków młodej panny Liny Konopnickiej dla rozwoju taternictwa). W stronę wierzchołka z największą tęsknotą patrzy Karol, niezwykły wspinaczkowy talent swoich czasów, maminsynek i domniemany niemiecki szpieg. Spogląda również w stronę Liny, ale tylko, gdy nie widzi go matka...
(wybrany fragment wspinaczkowy... ;)
"Nigdy dotąd nie dotykał dziewczęcych piersi, chociaż nie do końca wiedział, czy dzieje się to na jawie, czy tylko we wnętrzu głowy. Czuł je jednak palcami i jeśli było to złudzenie, to najpiękniejsze w jego życiu. Piersi Liny były doskonałego kształtu wylizanych przez lodowiec otoczaków i idealnie mieściły się w dłoni. Cóż za wspaniałe chwyty. Trudność "zero plus". Łatwo, co najwyżej nieco trudno. Gdybym mógł się czegoś takiego złapać w drodze na Szpiczasty... Chwilę napawał się tą piękną myślą, aż nagle zrozumiał pewną rzecz lepiej, niż kiedykolwiek wcześniej. Doszło do niego, jaki jest jeszcze dziecinny."








